24 stycznia 2010

Styczeń.

Witam, czasem czytam. Różne rzeczy. Przy jedzeniu katalog Bon Prix, w pracy faktury i WZetki, po godzinach fora internetowe, a czasem nawet książki. Nie czytam podręczników, bo aktualnie nie uczę się nigdzie. Poza tym lubię słuchać muzyki. I to chyba wszystko o mnie.

Na blogu będę pisał o tym, co przeczytałem. Nie będą to jakieś recenzje, których nigdy nie potrafiłem pisać. Ot, luźne opisy wydarzeń i odczuć.

___________________

02.01.2010

'Koniec Wakacji' - Janusz Domagalik
Całkiem dziwna książka. Z tego, co pamiętam (bo gdzieś wyczytałem, nie to, że taki stary jestem), była ona lekturą szkolną w okresie PRL. Przynajmniej przez jakiś czas. Opowiada ona o chłopaku, lat 16, który mieszka w małym śląskim miasteczku. Nazwijmy je Hanysowo. Tak więc w tym Hanysowie spędza swoje ostatnie wakacje przed pójściem do szkoły średniej. I byłyby to zwykłe wakacje, gdyby nie fakt, że do jednego z kolegów przyjeżdża kuzynka. No i wiadomo, pierwsze miłostki itp. Szczerze napisawszy, do tego momentu czytało się całkiem przyjemnie. Następują jednak komplikacje w życiu Jurka (to ten chłopak właśnie). Rodzice się rozwodzą. W tym też momencie książka traci tempo, staje się mniej ciekawa, a nasz bohater ma dziwne przemyślenia. Końcówkę męczyłem kilka dni. Ale zmęczyłem. Nie wiem, czy polecam, czy nie. Książka po prostu dziwna.

___________________

04.01.2010

'Wroniec' - Jacek Dukaj
Książka dość rozreklamowana, co nie dziwi w czasach, gdy rozlicza się komunizm. Autor serwuje nam opowiastkę o stanie wojennym. I to w ciekawej, oryginalnej formie, bo jako fantasy (za fantasy nigdy nie przepadałem). Bohaterem jest mały chłopiec, Adaś, któremu władza ludowa zabiera tatę, a mamę posyła do szpitala. Pomaga mu sąsiad, bardzo silny facet, opozycjonista. I znów do pewnego momentu czytało się ciekawie, potem akcja siadła. Całkiem nieźle przemianowano organy władzy (np. milipanci, bubeki), książka okraszone jest też tekstami kilku piosenek (dwie z nich utrwalił nawet Kazik Staszewski). Książka broni się także bardzo fajnymi rysunkami. Ogólnie rzecz biorąc, mogę polecić, a co mi tam.

___________________

10.01.2010

'Dama kameliowa' - Aleksander Dumas (syn)
Znalazłem na półce, to pomyślałem, że łyknę. Szczególnie, że nie jest to jakieś opasłe tomisko, a wręcz mała książeczka. Od razu zaczyna się intrygująco. Autor bardzo potrafił we mnie wzbudzić zainteresowanie i poniekąd ciekawość. Gdy akcja się trochę klaruje, temat schodzi bardziej na tor miłości. Takie romansidło trochę. Ale w dobrym wydaniu. Główna bohaterka fajnie nakreślona, właściwie opisana - jest to ponoć historia autentyczna. Książka bardzo umiliła mi podróż do Poznania i część podróży do domu. Polecam.

___________________

14.01.2010

'Paktofonika' - Marek Pisuk
Na ową pozycję długo ostrzyłem sobie zęby. Znajomy bardzo zachwalał i polecał. W końcu więc kupiłem i.. czekałem aż mi szanowny sprzedawca przyśle. 14 dni. Ale mniejsza z tym, w końcu ją otrzymałem. Przede wszystkim zdziwiły mnie wymiary książki i jakość papieru. W Internecie czytałem, że książka zawiera wiele niepublikowanych zdjęć, co mnie szczególnie ciekawiło. Zdjęcia były, owszem, ale czarno-białe, niewyraźne, często ściągane z nagrań wideo (!). Trudno. Zawartością jest właściwie scenariusz filmowy do niepowstałego filmu. Trochę się zawiodłem tym, iż postać Magika została wysunięta przed resztę zespołu. Cóż, prawa kina. W każdym razie, napisane jest w porządku, zwięźle, bez dorabiania ideologii, czy coś. Polecam nie tylko fanom Paktofoniki i rapu, bo jest to opowieść o młodych ludziach, którzy chceli coś w życiu zrobić pozytywnego.

___________________

17.01.2010

'Białe noce' - Elwood Reid
Książka ze stajni Salamandry - wydawnictwa, które lubię. Zawsze są ładne okładki, a wydawane książki nie są nudne. 'Białe noce' zacząłem czytać w pociągu, zimnym pociągu. Świetnie się zgrało, bo akurat opowiada ona o dwóch gościach, którzy są cieślami na Alasce i mają już dość. Dość szefów, dość pracy i dość odwagi, żeby pomóc pewnemu gościowi, którego córka uciekła w góry do jakiejś ni to sekty, ni komuny, której przewodniczy tajemniczy facet imieniem Nunn. Dostają się oczywiście do obozu, po kilku komplikacjach zostają w nim. Po pewnym czasie już nie wiadomo o co chodzi. A jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o.. złoto. Pojawia się także wątek miłosny, co oczywiste. Książkę czytało się w porządku. Czasem musiałem odłożyć ją, bo mnie nużyła, ale zdecydowanie częściej miałem ochotę przeskoczyć kilka kartek z ciekawości. Polecam.

___________________

24.01.2010

'Kraina Chichów' - Jonathan Carroll
Pana Carrolla znam troszkę już od młodości wczesnej, kiedy to moja starsza siostra czytywała namiętnie jego książki. Pamiętam, że zawsze mi się chwaliła, że autor lubi Żywca i w ogóle Polskę oraz to, że jego książki były wydawane w Salamandrze lub Kameleonie. Już od pierwszych kartek polubiłem go jako autora. Świetnie mi przypasował jego humor i prowadzenie akcji. Dawno, naprawdę, dawno nie czytałem tak dowcipnie napisanej książki. 'Kraina Chichów' opowiada o pewnym nauczycielu, synu słynnego aktora, który pragnie napisać biografię swojego ulubionego pisarza. Spotyka pewną dziewczynę/kobietę, o której niewiele wiadomo (no, trochę chorowała w dzieciństwie i także uwielbia autora), a która chce mu pomóc w pisaniu. Oczywiście szybko lądują w łóżku i w ogóle. Ale chyba się lubią. Jadą więc do miasteczka, w którym mieszkał ich idol, spotykaja się z jego córką i tu zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Nie chcę ich opisywać, bo uważam, że książka jest tak dobra, że powinno się ją samemu przeczytać. Zakończenie prawie znakomite. To początek dłuższej znajomości z twórczością Jonathana Carrolla. POLECAM.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz